Chodzenie w góry to jest taka pasja, której niektórym ludziom nie da się wytłumaczyć a innym tłumaczyć nie trzeba. Ja należę zdecydowanie do tych drugich. Pojechałem tylko raz. Od tam tej pory już nie wyjeżdżam w góry, tylko w nie wracam. Agata i Dominik podobnie, więc pomysł “pojedźmy na sesję w Tatry” nie był z kategorii “czy” tylko “kiedy” :D
Sesja ślubna w Tatrach
ZDJĘCIA ŚLUBNE NA KASPROWYM WIERCHU
Jak zorganizować wymarzoną sesję ślubną w Tatrach? Wydaje się, że to nic trudnego i właściwie tak jest ale warto zadbać o logistykę i formalności, żeby w na luzie i w pełni szczęścia oddać się przeżywaniu sesji i podziwianiu widoków. Dla przyjezdnych takich jak my, czyli ceprów z pomorza czy innego regionu Polski, którzy w Tatry przyjeżdżają na kilka dni i czasem tylko jednego dnia dopisze im pogoda, dobrym pomysłem jest wjazd kolejką na Kasprowy Wierch. Można się tam wybrać w okolicach zachodu słońca i zjechać o ostatniej możliwej godzinie. Wtedy na górze mamy niecałe dwie godziny na sesję. Tatry są tak piękne, że czasem cztery godziny byłoby nam mało ale i te dwie w zupełności wystarczą by wykonać piękne zdjęcia ślubne.

Z Agatą i Dominikiem czekaliśmy na ten dzień, niczym himalaiści w Base campie. Pogoda po kilku dniach deszczu klaruje się. To musi być dziś. To nasze jedyne okno pogodowe.

Kilka spacerowych fotek pod stacją kolejki i zmierzamy na górę.



Dla mnie każda sesja zaczyna się już na parkingu czy nawet w drodze na miejsce. Te kilka dodatkowych zdjęć, kiedy przygotowujecie się lub w bluzie polarowej zarzuconej na suknię ślubną niesiecie tobołki z akcesoriami do sesji, są zawsze ciekawym dodatkiem do naszej ślubnej opowieści.





Pierwsze miejsce na kilka zdjęć znajdujemy już po kilkuset metrach od stacji kolejki. Tu piękny widok jest wszędzie. Czas mamy ograniczony, więc staramy się wykorzystać go jak najlepiej ale mnogość możliwości czasem powoduje zawrót głowy :) A może to rozrzedzone górskie powietrze?

Zakładamy na chwilę górskie buty żeby zrobić w nich pamiątkową fotkę i idziemy dalej. Tu ciekawostka: robiąc zdjęcie powyżej kucam w skarpetkach na najsuchszym kamieniu jaki sobie znalazłem. Oszczędzę Wam widoku, wierzcie na słowo :D Sztuka wymaga jednak czasem poświęceń.

Z resztą, co tam fotograf w skarpetkach. Popatrzcie na tą piękną Parę. Z wrażenia aż Tatry ubrały się pod kolor. No ale żeby te brązowe, niczym garnitur Pana Młodego stoki, pokryły się białym niczym suknia ślubna śniegiem, to ciepło raczej nie było :) Brrrr, jak ja Ich podziwiam :D


Sesja ślubna w Tatrach marzyła mi się odkąd zacząłem robić zdjęcia ślubne a może już kiedy zacząłem myśleć o tym, by je robić. W międzyczasie sam jako Pan Młody miałem przyjemność zapozować do zdjeć na tle Tatr, co tylko dodatkowo upewniło mnie w przekonaniu, że sesje ślubne w górach to jest to, co jako fotograf ślubny chcę robić.








Naprawdę niesamowite jest to, jak na tej sesji wszystko zagrało kolorystycznie :)






Chciałem przy zdjęciu tej kozicy napisać, że na sesji mieliśmy gości ale przecież to Kozica miała gości :) Ona jest u siebie.


Tymczasem spacerowym krokiem zaczynamy kierować się w stronę kolejki. Czas zaczyna powoli nas gonić a my mamy jeszcze świadomość tego, że nie damy rady tak po prostu wrócić. Z pewnością zatrzymamy się jeszcze na kilka zdjeć.


Sesja czy reportaż? Lubię wplatać elementy reportażu do moich sesji. Robiąc statyczne portrety zauważyłem nadchodzącego z dołu tatrzańskiego nosicza z pakunkiem. Odsunąłem się nieco ustępując szlaku i wykorzystałem jego ruch na pierwszym planie zdjęcia poniżej.



Tak kończy się ta niesamowita przygoda w Tatrach. Podobnie jak z wycieczkami w góry, jeszcze nie dotarłem po sesji do domu a już myślę o kolejnej. W głowie i w planach też kolejne marzenia – reportaż ślubny – chciałbym sfotografować ślub i wesele w górach.
A Wy? Jeśli Wam też marzy się sesja w górach, napiszcie do mnie – chętnie się z Wami zabiorę :)
